Przejazd z Gwatemali przez Salwador do Nikaragui

Jest to dosyć długi wpis o przejeździe z Gwatemali przez Salwador, do Nikaragui, busem i miejskim transportem. Odległości pokonane w przeciągu 3 dni to ok. 750 km, ale z uwagi na specyfikę podróżowania w Ameryce Środkowej, każdy z etapów był wyzwaniem. Spisujemy ten przejazd, bo być może ktoś w przyszłości też będzie chciał tę trasę powtórzyć.

 

Dzień 1.: przejazd z Antigua, Gwatemala do El Tunco, Salwador (5h, 20 USD)

Z Gwatemali pojechaliśmy busem na plaże El Tunco w Salwadorze. Przejazd z Antigui zajął 5 godzin i kosztował niecałe 20 USD. Na granicy wyjazdowej z Gwatemali trzeba wypełnić druk wyjazdowy, którego nikt nie czyta ale trzeba dopilnować, żeby wbito nam pieczątkę do paszportu.

Na granicy wjazdowej do Salwadoru, urzędnik skrupulatnie wpisał nasze dane do systemu, ale nie wbił nam żadnej pieczątki. Za to zapytał czy moje drugie imię czyta się Eła – wydało mu się to bardzo śmieszne i nawet celnik sprawdzający paszport Andrzeja też się śmiał.

Playa El Tunco

W El Tunco zatrzymaliśmy się na jedną noc, głównie z tego względu, że busy z Gwatemali do Salwadoru, bezpośrednio dojeżdżały akurat do tej plaży. Planowaliśmy tam zostać dwie noce, ale skończyło się na jednej. Ja chciałam spróbować swoich sił na surfingu, ale we wrześniu fale tam są zbyt duże dla początkujących surferów. Poza surfowaniem nie ma co tam robić. Plaża jest kamienista, ocean wzburzony, więc nawet nie ma jak popływać. Brodząc w wodzie kamienie boleśnie obijają się o kostki nóg. Tylko w niektórych miejscach plaża jest piaszczysta, a piasek co ciekawe jest czarny. Zjedliśmy papusas (Salwadorski placek z nadzieniem z fasoli i sera), Andrzej zbudował zamek z piasku i zrobiliśmy dużo podobnych do siebie zdjęć. Na plaży widzieliśmy patrol policjantów wyposażonych w karabin M16.

Czarny piasek
Czarny piasek
Kamienista plaża
Kamienista plaża
Strażnicy z M16 na tle zachodzącego słońca
Strażnicy z M16 na tle zachodzącego słońca
Papusas za 0,75 USD
Papusas za 0,75 USD oraz bezużyteczny słowniczek
selfie
Z nudów zrobiliśmy dużo selfies

Nie mieliśmy żadnego pomysłu na to co robić w Salwadorze. Internet i przewodniki również nie były zbyt pomocne. Zdecydowaliśmy, że pojedziemy na wschód kraju do miasta San Miguel, spędzimy tam noc i następnego ranka pojedziemy przez Honduras do Nikaragui.

Dzień 2.: przejazd z El Tunco, Salwador do San Miguel, Salwador (4h, 7,5 USD)

Z El Tunco wzięliśmy busa 102A (1,5 USD, 1,5h o 0,5h szybszy i 0,5$ droższy od zwykłego), który jechał do San Salwadoru. Po dwóch kilometrach, bus się zatrzymał, a kierowca kazał wszystkim wysiąść mówiąc, że pojazd się zepsuł. Nie czekaliśmy dłużej niż 10 minut, kiedy to podjechał kolejny autobus. Autobus z wioski do wioski coraz bardziej się zapełniał, aż w końcu musieliśmy wziąć nasze duże plecaki na kolana, żeby ustąpić miejsca innym. Mała dygresja – wszystkie poradniki, o tym jak duży wziąć plecak w podróż, ile powinien maksymalnie ważyć etc. są niepotrzebne. Dobry test na odpowiedni ciężar plecaka, to taki żeby trzymać go przez godzinę na jednym kolanie. Jeżeli noga cierpnie i jest bardzo niewygodnie no to znaczy, że plecak jest za ciężki.

W San Salwadorze autobus miał przyjechać na Terminal de Occidente, jednak przyjechał w zupełnie inne miejsce.  Po szybkiej konsultacji ze strażnikiem uzbrojonym w sześćdziesięciocentymetrową broń gładko lufową, z którym Andrzej się zderzył, udało nam się złapać taksówkę. Za 4 USD dojechaliśmy na Terminal de Oriente, skąd odjeżdżają autobusy na wschód kraju.

Z Terminalu De Oriente mieliśmy wsiąść w autobus 301 (3 USD), który jedzie bezpośrednio do San Miguel, jednak od razu jak wysiedliśmy z taksówki dopadła nas banda naganiaczy. Jeden ciągnął mnie za lewą rękę, drugi za prawą, a trzeci chciał wziąć mój plecak. W końcu powiedziałam, że ja chcę jechać autobusem 301 a nie jakimiś innymi busami, które mi polecają. Zobaczyłam busa 301 i zaczęłam zmierzać w tamtą stronę, i mówię, że ja wsiadam do tego, ale pan mi wmówił, że 304 też jedzie do San Miguel, wzięli mi plecak który wrzucili do bagażnika, a mnie wepchali do autobusu. Andrzej się targował że chce za 3USD i był zaskoczony że już w środku okazało się, że bilety są jednak po 5 USD, a nie tak jak wynegocjowaliśmy po 3 USD. Razem z Andrzejem zaczęliśmy się zbierać, żeby zdążyć na busa za 3 USD, który niestety odjechał nam sprzed nosa. Poziom mojego zdenerwowania sięgnął zenitu, nie z tego względu, że musiałam dopłacić dwa dolary więcej, ale że się tak dałam wyrolować naganiaczom.

Autobus po 2,5 godzinach zatrzymał się na 3 km przed dworcem autobusowym w San Miguel, gdzie musieliśmy się przesiąść do innego autobusu, w którym ścisk był taki, że ludzie siedzieli na płycie rozdzielczej kierowcy.

W San Miguel nie mieliśmy zarezerwowanego noclegu (Airbnb i Booking raczej nie są zbyt popularne w Salwadorze z tego co zauważyliśmy), ale bez problemu znaleźliśmy hotel w pobliżu dworca autobusowego. W samym mieście nie ma nic ciekawego. Nie ma turystów, więc idąc ulicami bardzo przykuwaliśmy uwagę miejscowych.

Kościół w San Miguel
Kościół w San Miguel

Dzień 3.: przejazd z San Miguel, Salwador do Leon, Nikaragua.

San Miguel do El Amatillo (2h, 1,9 USD)

Następnego ranka o 7:00 wsiedliśmy do autobusu chyba 365, jadącego do pobliskiego miasta Santa Rosa (1 USD, 1 h). W Santa Rosie przesiedliśmy się do autobusu nr 330 jadącego na granicę Salwadoru z Hondurasem, do przygranicznego miasteczka El Amatillo (40 minut, 0,90 USD).

Chickenbus do Santa Rosy
Chickenbus do Santa Rosy
"Resisto al diablo y hura de vosotros" - w wielu autobusach kierowcy umieszczają różne teksty odnoszące się do religii i tego żeby się strzec się diabła
„Resisto al diablo y hura de vosotros” – w wielu autobusach kierowcy umieszczają różne teksty odnoszące się do religii i tego żeby  strzec się diabła

Z przystanku autobusowego do granicy Salwadorskiej można przejść pieszo. Odprawa w Salwadorze była bardzo sprawna. Żeby przedostać się do Hondurasu trzeba przejść przez most, na którym powiedziałam Andrzejowi, że nigdy nie myślałam, że będziemy kiedyś pieszo przekraczać granicę z Salwadoru do Hondurasu…

A jednak, wystarczyła krótka przeprawa przez rzekę i już byliśmy przy bramie Hondurasu. Odprawa zajęła nam 40 minut. Na tablicy informacyjnej jest napisane, że przy kontroli trzeba dodatkowo przedstawić książeczkę zdrowia ze szczepieniem na żółtą gorączkę. Strażnicy nie pytali o szczepienia, natomiast zebrali nasze odciski palców i zrobili zdjęcie oraz ściągnęli po 3 USD. Trochę dłużej przetrzymali Andrzeja, który mieszał się w zeznaniach czy będziemy tylko przejeżdżać przez Honduras, czy zatrzymujemy się tu na dwa tygodnie. Dostaliśmy pozwolenie na pobyt na 30 dni.

Granica od strony Hondurasu
Granica już od strony Hondurasu

Przejazd El Amatillo, Honduras – Guasaule, Nikaragua (bus 6 USD, 2,5h ale poprzedzony 1,5 h czekania)

W Hondurasie znaleźliśmy busa, który jechał bezpośrednio do granicy z Nikaraguą, do miasteczka Guasaule. Pomocnik kierowcy wrzucił nasze plecaki na dach, i kazał nam zająć miejsca z tyłu. W środku były już 4 osoby. Myśleliśmy „znajdzie jeszcze 2 osoby, to akurat uzbiera 50 USD i pojedziemy”. W rzeczywistości czekaliśmy 1,5 godziny na to, żeby bus odjechał. Okazało się, że osoby siedzące koło samochodu, o których wcześniej myśleliśmy, że tu siedzą bo jest cień, też jechały z nami. Po 1,5 godziny wszyscy załadowali się do busa. W sumie było nas już 14 osób. Razem z Andrzejem i naszym nowym kolegą Nikaragujczykiem aka Speedy Gonzales speedy (był drobny, miał wąsik, kapelusz, pas i buty kowbojskie) zajęliśmy 3 tylne miejsca.

„OK, to teraz wreszcie ruszymy” pomyśleliśmy. Ku naszemu zdziwieniu pomagier kierowcy poszedł na dalsze łowy i wrócił z kolejnym klientem. Razem ze Speediem, zaczęliśmy się wzbraniać, że u nas z tyłu tu już nie ma miejsca i że jest gorąco i tu NIE MA MIEJSCA na kolejną osobę. Miejsce musiało się znaleźć i siedzieliśmy w czwórkę na 3 siedzeniach.

Wreszcie ruszyliśmy, ale zaraz po wyjeździe z parkingu zatrzymała nas kontrola policyjna, która sprawdziła nasze dokumenty i pytała co przewozimy. Na szczęście, nie przeszukiwali naszych bagaży, co podobno jest dosyć częste i czasochłonne.

Podróż umilał nam nasz kolega Speedy. Spytał czy mówimy po hiszpańsku. Standardowo odpowiedzieliśmy, że troszkę. W tym momencie przestał się w ogóle odzywać i zaczął nam coś tłumaczyć na migi. Rozpoczęła się gra w kalambury. „Rower ?”, „Trzy?”, „Pieniądze?”. „Acha, przez granicę nie jechałeś taksówką rowerową i nie zapłaciłeś trzech dolarów dzięki temu?”. Zaśmiał się i pokazał znak OK. I taka zabawa trwała przez kolejne dwie godziny.

Granica Honduras – Nikaragua, miasteczko Gausaule

Bus wysadził nas ok 0,5 km przed granicą, do której doszliśmy pieszo. Można też było skorzystać z rowerowych rikszy. Granica jest dosyć niezorganizowana i trudno się zorientować co i jak, ale miejscowi pokazują palcem gdzie trzeba pójść.

Najpierw odprawa w Hondurasie. Urzędniczka wbiła nam pieczątkę do paszportu i mogliśmy iść dalej. Do granicy w Nikaragui znowu trzeba było kawałek przejść. Po drodze zatrzymał nas strażnik i zaczął nam sprawdzać paszporty. Bardzo długo się przyglądał okładce mojego paszportu, tak jakby próbował przeliterować co tam jest napisane. Po prostu chyba nie wiedział co tzn. Rzeczpospolita Polska. Już się bałam, że trzeba będzie mu zapłacić jakąś wyimaginowaną opłatę. Na szczęście puścił nas dalej bez problemów. Potem miejscowi kazali nam udać się do przyczepy kempingowej, w której siedziała pani. Poleciła nam przykucnąć przed kamerą termowizyjną i pytała czy mamy gorączkę. W zamian dała nam jakąś naklejkę. W końcu dotarliśmy do granicy Nikaragui, gdzie musieliśmy zapłacić 10 USD i 45 NIO (czyli w sumie ok. 11,5 USD od osoby). Dostaliśmy karteczkę z pozwoleniem na pobyt na 30 dni.

Gausale do Leon, Nikaragua (3h, 3 USD)

Z granicy musieliśmy przejść kolejny kilometr żeby znaleźć przystanek autobusowy. Wsiedliśmy do busa jadącego do Chinandega (42 NIO, 1,5h + 30 minut czekania), miasta w którym mieliśmy się przesiąść na transport do Leon. Bus był równie doładowany co ten w Hondurasie. Na trasie mieliśmy 30 minutowy przystanek ze względu na roboty drogowe.

Bus do Chanadegi
Bus do Chinandegi
W busie dosyć wiało
W busie dosyć wiało

„Mówisz po hiszpańsku?” – spytał pan siedzący przed nami.

„Troszkę” – odpowiedziałam.

Pan: „Czy Oklahoma jest blisko Tennessee?”

M: „Proszę?”

Pan: „Czy Oklahoma jest blisko Tennessee?”

M: „Andrzej, czy Oklahoma jest blisko Tennessee?”

A: „Nie wiem, ale mogę sprawdzić”

M: „Nie wiemy, jesteśmy z Polski, nie ze Stanów.”

P: „Mówicie po angielsku?”

M: „Trochę, ale w Polsce się mówi po polsku.”

P: „Byliście wcześniej w Hondurasie?”

M: „W Hondurasie tylko przejazdem, ale byliśmy w Meksyku i Gwatemali.”

P: „Czy Polska i Meksyk to sąsiedzi?”

M: „Nie, Polska jest w Europie, koło Niemiec. To bardzo daleko stąd.”

Na tym skończyła się rozmowa.

W Chinandega przesiedliśmy się na autobus jadący w kierunku Managui przez Leon (1h, 50 NIO).

To był duży szkolny autobus i nie było w nim tłoku więc wreszcie mogliśmy się rozsiąść wygodnie. Spotkaliśmy tam też naszego kolegę Speediego. Po wyjeździe z miasta autobus się zatrzymał na kontrolę policyjną. Policjanci, wcale nie wyglądali na funkcjonariuszy tylko na bandziorów. Jeden miał nawet na czole kominiarkę. W trójkę, nic się nie odzywając przeszli po autobusie. Było to bardzo nieprzyjemne, i tylko żałowałam, że nie schowałam laptopa gdzieś pod fotel, bo byłam przekonana, że to są banditas, a nie policjanci. Zamiast jakichkolwiek mundurów byli ubrani po cywilnemu, to tak jakby dresiarze w Polsce weszli do tramwaju i powiedzieli, że są z policji. Na ich usprawiedliwienie przemawiał fakt że wszyscy w trójkę strój jednak mieli podobny, a na plecach widniał wytarty napis Policia Federal – Droga (czyli chyba Policja Federalna oddział narkotykowy, lub lekowy). Z oczywistych powodów nie mamy ich zdjęcia.

W Leon wysiedliśmy na obwodnicy i do hostelu musieliśmy przejść jeszcze 1,8 km na nogach i był to najgorszy fragment podróży (Bo byłam już troszkę głodna, a Andrzej jak na złość pytał się czy wziąć mój plecak i wybrał dłuższą trasę bo trochę pomylił drogę)*. Dotarliśmy na 18, po 11 godzinach i przejeździe w 5 autobusach.

* poprawka edytorska Andrzeja

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

2 myśli na temat “Przejazd z Gwatemali przez Salwador do Nikaragui”

Zostaw komentarz/ Leave a Reply

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s