Wyspa Ometepe i Wulkan Maderas

Z mało ciekawej Granady przyjechaliśmy autobusem miejskim do miasteczka Rivas za 2 USD/os. To aż 2 razy więcej niż było to warte, bo przyzwyczajeni, że w Nikaragui nie musimy ustalać ceny na wejściu, weszliśmy jak do tramwaju i dlatego my, oraz kilkoro innych gringos którzy jechali też naszym pełnym autobusem, zostaliśmy obciążeni dodatkowo „za plecaki na dachu”. Pomysłowość pomagierów i kierowców w tych autobusach na naciągane obcokrajowców nie zna granic… Z Rivas do San Jorge wzięliśmy taksówkę za 4 dolary w sumie z parką Niemców. Oczywiście znów drożej, pomimo tego że Andrzej chciał poczekać na autobus za 0,5 USD/2 osoby, który co prawda nie wiadomo kiedy by przyjechał, ale zawsze troszkę taniej i ciekawiej.

Z San Jorge do miasta Moyogalpa na wyspie kursują, na zmianę co pół godziny, dwa rodzaje statków. Obydwa nie mają wystarczającej ilości szalup (bo chyba tylko po jednej, bardzo małej), więc chyba dlatego pasażerom rozdawane są kamizelki ratunkowe na początku jednogodzinnego rejsu. My poczekaliśmy 40 min na tańszy prom „la lancha”. Przed wejściem na pokład trzeba było się wpisać na listę pasażerów podając imię, nazwisko i numer paszportu. Marta nie chciała wyciągać swojego paszportu z tajnego schowka w swoim stroju i wpisała mniej lub bardziej zmyślony pięciocyfrowy numer poprzedzony numerem serii. Pan który był odpowiedzialny za wypełnienie listy trochę się zdziwił jak zobaczył co napisała, ale po uzyskaniu ustnego potwierdzenia autorki, poszedł dalej. Andrzej pofatygował się i spisał poprawny siedmiocyfrowy numer ze swojego dokumentu. Następnego dnia już się nauczyliśmy swoich numerów na pamięć.

Podróż minęła nam bardzo szybko i nie była bardzo męcząca pomimo tego, że Marta zajęła nam miejsce tuż przy silniku. Jak nie pada deszcz to lepiej być na górnym pokładzie.

Przystań
Przystań
Nasza lancha
Nasza lancha
Lancha
Lancha

Spać chcieliśmy przy plaży San Fernando, prawie na drugim końcu wyspy. Żeby tam dojechać z Moyogalpy musieliśmy wsiąść w autobus jadący do miasta Altagracia. W Altagracii czekaliśmy prawie 2 godziny na autobus jadący w kierunku miasta Santa Cruz. Część oczekiwania spędziliśmy na rozmowie lub raczej wysłuchiwaniu monologu Amerykanina – Pana Steve’a, który spędza emeryturę na wyspie. Pan Steve jest wdowcem, od kilkunastu lat ma drugą żonę z Salwadoru z którą razem mieszkają na wyspie. Ma dosyć pogardliwy stosunek do mieszkańców tego lub okolicznych krajów. Pomimo tego, że dosyć długo jest związany z Nikaraguą w ogóle nie mówi po hiszpańsku. Tłumaczył nam jakieś podstawowe zasady używania autobusów tutaj, że np. najlepiej jest wybrać luksusowe autobusy transgraniczne, przecież kosztują tylko 50USD i nie trzeba się przesiadać lub że trzeba pilnować plecaków bo taki plecak to pół roku pracy przeciętnego Nikaraguańczyka, że takiego człowieka można sobie wynająć za 5 USD aby sprzątał i robił ci zakupy. Oczywiście wszystko to mówił w pełnym autobusie w którym na pewno było kilka osób które rozumiały język angielski. Ale „najciekawsza” historia to ta z wypełnianiem listy pasażerów promów kursujących na wyspę: „każda z tych list jest kontrolowana przez policję i gdy znajdzie się na niej podejrzane nazwisko zostaje wezwany Interpol(!) którego patrol będzie czekał na stałym lądzie kiedy taki podejrzany będzie chciał wrócić…” W kontekście tego, że każdy z pasażerów wypełnia ją samodzielnie, a poprawność numerów paszportu nie jest sprawdzana historia wydała nam się bardzo śmieszna. Lista na tych promach moim zdaniem jest wypełniana w celu dopełnienia formalności i przydaje się w czasie ewentualnego wypadku lub zatonięcia łodzi.

Reasumując podróż była trochę za długa, ale udana, w międzyczasie spróbowaliśmy czipsów z platanów (podobne do bananów), kupiliśmy kilka rzeczy na straganie i posłuchaliśmy jak to kiedyś było na wyspie.

Mimo, że musieliśmy się przesiadać i długo czekać i zapłacić 3USD co i tak w porównaniu z taksówką za 20USD było najlepszym rozwiązaniem.

Krajobraz
Krajobraz

Pierwszą noc zatrzymaliśmy się u Dona Marthy. Dona Martha oferuje dwa pokoje, które są dobudowane do jej domu. Oprócz tego reklamuje się, że można u niej rozbić namiot.  Pierwotny plan był taki aby spać tu 2 noce pod namiotem, ale Pani Martha powiedziała że w takim razie namiot musi stać pod dachem i wskazała miejsce, które jak się później okazało było pokojem dziennym i jadalnią dla niej i jej rodziny. Szybko zmieniliśmy zdanie i wybraliśmy pokój, który i tak był bajecznie tani 3,5 USD/os. Wieczorem okazało się że w okolicy jest straszne dużo robactwa, widzieliśmy także szczura, którego dla lepszej tolerancji nazwaliśmy Stevie, ale o nie zostawaniu na następną noc zdecydował 2cm skorpion, który nie wiadomo jak, ale pojawił się po wewnętrznej stronie założonej przez nas moskitiery. Zauważyliśmy go ok. 5:00 rano kiedy obudziliśmy się na wśród słońca. Od razu z uwagi na związane z nim niebezpieczeństwo postanowiliśmy go unicestwić i wyprowadzić się jak najszybciej. Później Marta przeczytała, że skorpiony tutaj nie są aż tak niebezpieczne, a moc ich jadu można porównać do 10 krotności jadu pszczoły, wydaje mi się że to coś jak duży szerszeń.

Czarny skorpion
Czarny skorpion
W ogrodzie pasła się świnka
W ogrodzie pasła się świnka
Plaża koło domu Marthy
Plaża koło domu Marthy

Plaże na wyspie od strony Santo Domingo i San Fernando są czarne, piaszczyste i bardzo przyjemne, a dzieciaki grają tam w baseball, który jest najbardziej popularnym sportem w Nikaragui.

Później trafiliśmy do bardzo miłego hostelu Buena Vista, 1 km dalej przy plaży w Santo Domingo, gdzie siedzieliśmy jeszcze 3 noce, ale na obiad raz wróciliśmy do Dony Marthy.

Plaża Santo Domingo
Plaża Santo Domingo

Wyspę najlepiej podobno zwiedzić skuterem, my zdecydowaliśmy się na pieszą eksplorację okolicy.  Byliśmy na „ścieżce ptaków”, gdzie widzieliśmy tylko jednego ptaka, a tak to strasznie dużo pająków i małpek – nie polecamy iść tam w sandałach i krótkich spodniach z uwagi na dużą ilość pajęczyn i występowanie jadowitych węży. O wiele więcej ptaków można spotkać wokół wejścia do parku, niż w samym parku.

Ścieżka ptaków
Ścieżka ptaków
Ptaki widzieliśmy na ulicy
Ptaki widzieliśmy na ulicy

Na wyspie są dwa wulkany – Maderas 1390 m i Concepcion 1610 m, my wybraliśmy ten niższy.

Wulkan Maderas (1390 m)

Na wulkan można jak wszędzie wynająć przewodnika (20 USD od osoby), jednak poczytaliśmy trochę w internecie, że trasa jest dobrze oznaczona i można spróbować wejść na własną rękę. Andrzej bardzo dobrze się do tego przygotował i ściągnął wiele map na swój zegarek Suunto Ambit 2, żeby nie zgubić się na trasie. Polecamy też aplikację na telefon maps.me.

Wyruszyliśmy autobusem spod hostelu ok. 5:00 rano czyli jeszcze przed wschodem słońca. Na autobus czekaliśmy od 4:30, bo nie ważne, w której wsi zapytasz o której rano przyjeżdża autobus, to wszyscy odpowiedzą, że o 5:00. Przyjechał o 4:50.

Wejście do parku
Wejście do parku

Na wulkan wchodziliśmy od strony Finca Magdalena. Koszt wejścia do parku to 5 USD/os, niby powinno być 6, ale z uwagi na wczesną porę „kasa była jeszcze zamknięta”, a gość który nas zaczepił nie miał wydać reszty z 20 USD, oczywiście biletów też nie dostaliśmy.  Wejście na górę było bardzo ciężkie i zajęło nam 5h.

Wejście na górę
Wejście na górę

Trasa jest nawet oznaczona i cieszyliśmy się że nie zdecydowaliśmy się na lokalnego przewodnika. Niedaleko szczytu wyprzedziła nas grupa ok. 20 lokalnych dzieciaków którzy wyruszyli 2h później od nas. Do tego śpiewali i byli pełni energii. Byli bardzo zaskoczeni, że się jeszcze nie zgubiliśmy i zaprosili nas, żebyśmy się dołączyli do ich grupy. Podziękowaliśmy, że oni idą mas rapido i że pójdziemy z tyłu. Ale ich śpiewy i okrzyki doprowadziły nas na szczyt.

Błotnista droga
Błotnista droga

W kraterze jest bardzo ładne jezioro w którym można się kąpać. My spędziliśmy tam ok. 25min, bez kąpieli z powodu konieczność szybkiego powrotu (samo wejście zajęło nam 5 h). Po krótkiej rozmowie z jednym chłopakiem wyjaśniłem mu, że może dlatego idziemy wolniej bo jestem trochę starszy od niego, ten przyznał mi rację… Za to jak schodziliśmy to my byliśmy szybciej na dole. Co ciekawe nie bolały Martę kolana, co jest standardem na każdej wycieczce. Może dlatego, że część zejścia trzeba było schodzić na czworaka w miękkim błocie.

Jezioro w kraterze
Jezioro w kraterze
Andrzej i młodziaki w tle
Andrzej i młodziaki w tle

Zejście nam poszło zaskakująco szybko i już po 3,5 h ok. 14:30 byliśmy na dole.

Przy zejściu niebo się przejaśniło
Przy zejściu niebo się przejaśniło – w tle jezioro i wulkan Concepcion

Powrót był trochę utrudniony i wiązał się z 6 km marszem  po drodze do domu z uwagi na brak autobusu powrotnego, który jest o 14:00 i potem dopiero o 17:00. Liczyliśmy, że po drodze złapiemy stopa, ale żaden samochód nie jechał w naszą stronę.

6 km droga powrotna i wulkan Maderas w tle
6 km droga powrotna i wulkan Maderas w tle

Wycieczka była w porządku, ale strasznie męcząca. Przez to, że prawie cały czas były chmury, mgła, błoto oraz deszcz nie zaliczamy jej do super udanych. I tak naprawdę strasznie klęliśmy po drodze i mówiliśmy, że to był idiotyczny pomysł, żeby iść w to błoto na ten wulkan.

Zabłocone nogawki
Zabłocone nogawki

Po 14 km wspinaczki i 6 km marszu, szybkim prysznicu poszliśmy do pobliskiego Comedora (jadłodajni), gdzie zjedliśmy zasłużony bardzo dobry obiad.

Pollo
Kurczak, ryż i platany

Ojo de Agua

Za namową naszego przyjaciela, który podkreślił, że będąc na wyspie musimy zobaczyć Ojo de Agua przeszliśmy się godzinę w jedną stronę i zapłaciliśmy po 3 USD. Jest to długi basen utworzony tuż przy źródle rzeki. Woda jest rzeczywiście czysta i orzeźwiająca, ale żeby tu przyjść jeszcze raz musiałby mi ktoś coś zapłacić.

Ojo de Agua
Ojo de Agua – Oczko wodne

Wyspa jest super z dużą ilością atrakcji i widoków do zobaczenia. Nie rozumiemy, dlaczego niektórzy twierdzą, że wyspa nie zachwyca i nie jest warta odwiedzenia. Cześć oddalona od Moyogalpy jest bardzo spokojna, piękna i cicha. Jak będziemy kiedyś w Nikaragui to na pewno jeszcze raz ją odwiedzimy i tym razem zmierzymy się z wulkanem Concepcion.

Reklamy

4 myśli na temat “Wyspa Ometepe i Wulkan Maderas”

Zostaw komentarz/ Leave a Reply

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s