Przejazd z Nikaragui do Kostaryki i miasto San Jose

Z wyspy Ometepe w Nikaragui pojechaliśmy do miasteczka Rivas, skąd następnego dnia chcieliśmy wyruszyć do San Jose w Kostaryce.

W San Jorge, gdy wysiedliśmy z promu z wyspy od razu naskoczyli na nas taksówkarze z propozycją podwózki do Rivas. Musieliśmy kilka razy grzecznie odmówić, mimo tego, że jak nas zapewniali do Rivas można dostać się jedynie taksówką. Wystarczyło wyjść poza solidne ogrodzenie przystani, żeby złapać autobus miejski San Jorge – Rivas (7 NIO, ok. 0,25 USD).

W Rivas nie ma zbyt dużej bazy noclegowej. Nie mogliśmy też nic znaleźć na necie, więc skorzystaliśmy z polecanego przez przewodnik Lonely Planet domu gościnnego „U Lidii”. Z naszych obserwacji wynika, że hostele polecane w tym przewodniku na ogół mają zawyżone ceny, zwykle jest brudno albo obsługa jest niemiła. W tym przypadku musieliśmy się długo targować z gburowatą starszą panią, żeby pozwoliła nam przenocować za 18 USD, później inna pani pokazała nam pokój, ale  nie wiedziała co się udało wynegocjować z właścicielką, więc znowu musieliśmy z nią dyskutować. I jak na złość nie chciała spisywać paszportu Marty, co dosyć Martę zdenerwowało tylko poprosiła o drugi paszport wskazując na Andrzeja. Andrzej musiał sam uzupełnić książkę gości, ale zanim powiedziała gdzie jest klucz do pokoju to i tak skrupulatnie sprawdziła czy nie ma błędów. Jak do tej pory Nikaragua nas przyzwyczaiła do luksusów za 15 USD, więc byliśmy dość rozczarowani. Na szczęście tuż za rogiem znaleźliśmy tanią i dobrą opcję jedzeniową, która ukoiła nasze niezadowolenie.

Kurczak/smażony ser, ryż, fasola
Kurczak/smażony ser, ryż, fasola

W Rivas zrobiliśmy zapasy rumu i zaczęliśmy przygotowywać się do jutrzejszego przejścia granicznego. Zaprawieni w boju w przekraczaniu granic państw Ameryki Środkowej, podeszliśmy do przejścia Nikaragua – Kostaryka, zupełnie na luzie. Czytaliśmy w sieci, że czasem celnicy w Kostaryce wymagają pokazania dowodu wyjazdu z państwa przed upływem 90 dni, ale się tym zbytnio nie przejęliśmy. Myśleliśmy „Spoko, pokażemy im historię naszej podróży, że siedzimy w jednym państwie  po 2-3 tygodnie i nas puszczą bez problemów”.

Marta ma „Polako-radar” i jest w stanie od razu rozpoznać Polaków po wyglądzie. Ta umiejętność przydaje się bo czasem nie możemy się powstrzymać od komentowania między sobą głośnego zachowania, higieny i bałaganiarstwa innych osób. I tak w porę rozpoznała, że nowa parka, która przyszła do gospody Lidii to byli Polacy. Bardzo przyjemnie było porozmawiać z kimś innym po polsku, dla odmiany. Wiedzieliśmy, że parka do Nikaragui przyjechała z Panamy, więc zapytaliśmy czy na granicy z Kostaryką urzędnicy prosili o pokazanie dowodu wyjazdu z kraju. Okazało się, że tak i że nawet spotkali osobę która przez brak takiego „dowodu dalszej podróży” lub biletu wyjazdowego miała duże problemy i musiała na prędce kupować bilet, którego i tak później nie wykorzysta. Postanowiliśmy więc zdobyć bilety wyjazdowe z Kostaryki.

Jak zdobyć dowód dalszej podróży?

  1. Można kupić bilet autobusowy w biurze podróży lub w budce przed granicą. Ważne żeby bilet wskazywał na wyjazd z Kostaryki. Wiedząc, że z takiego biletu nie skorzystamy jest to strata pieniędzy.
  2. Można kupić najtańszy bilet lotniczy na wylot z kraju. Ważne jest aby był w jedną stronę, czasem takie bilety są droższe od tych w dwie strony.
  3. Można kupić bilet lotniczy z możliwością anulacji i pełnym zwrotem. Nie mamy pojęcia, które linie lotnicze dają pełny zwrot przy anulacji biletu, ale podobno takie opcje istnieją. Wiąże się to ze sporym wydatkiem, a pełna refundacja może nie być możliwa. Ważne, żeby wylot był z Kostaryki. Mając bilet np. Panama – Polska, celnicy będą jeszcze wymagali dowodu przejazdu z Kostaryki do Panamy.
  4. Można spreparować rezerwację lotniczą. Istnieje kilka stron internetowych (płatnych lub darmowych), które oferują takie usługi. Na takiej stronie trzeba podać swoje imię i nazwisko datę i numer lotu. Najlepiej aby numer lotu był prawdziwy więc warto go samemu wcześniej znaleźć za pomocą wyszukiwarki lotów. Po wpisaniu tych danych strona generuje fikcyjną rezerwację lotniczą do pliku htm. Potem możemy ją wydrukować lub zapisać do pliku pdf i w takiej formie pokazać telefon celnikom. Niestety w pliku często pojawiają się błędy (np. źle się liczy czas podróży, albo automat źle wypisuje numer lotu), które najlepiej wyłapać wcześniej niż przy okienku celnika. Nie zachęcamy do tworzenia fałszywych biletów.
  5. Można też poprosić biuro podróży aby zakupiło dla nas bilet, wydrukowało go dla nas, a potem szybko go anulowało. Tak jak to zrobiliśmy przed wylotem do Meksyku.
  6. Można spróbować negocjować z celnikiem nie mając biletu, ale z tego co się zorientowaliśmy ten bilet dalszej podróży jest bardzo dla nich ważny.

Przejazd z Rivas, Nikaragua do San Jose, Kostaryka

Następnego dnia pojechaliśmy chickenbusem z Rivas do miasteczka Penas Blancas koło granicy (20 NIO, mniej niż 1 USD, 40 min). Przy wyjeździe z Nikaragui zapłaciliśmy 3 USD. Celnik był bardzo miły, zapytał Martę kim jest z zawodu, a po uzyskaniu odpowiedzi powiedział, że w Nikaragui bardzo potrzebni są analitycy (cokolwiek oznacza profesja „analityk”). Andrzeja się niestety o nic nie zapytał i nie wiemy czy „specjaliści” też są potrzebni w tym kraju. Około rok temu spotkaliśmy pisarza ze skromnym dobytkiem intelektualnym który mówił, że pytanie czym się zajmuje (occupation) jest zawsze dla niego kłopotliwe, a odpowiedź typu „pisarz”, „twórca” rodzi kolejne pytania: „Co chcesz robić w naszym kraju?”, „Co zamierzasz opisać o naszym kraju?”, „Jaki masz tu interes?”, „Z czego będziesz żył?” etc.

Rivas, w drodze na dworzec autobusowy
Rivas, w drodze na dworzec autobusowy
W chickenbusie do Penas Blancas
W chickenbusie do Penas Blancas
Wulkany Concepcion i Maderas
Ostatnie spojrzenie na Nikaraguę – wulkany Concepcion i Maderas, a także dość dużo wiatraków

Od razu jak weszliśmy w strefę bezgraniczną zaczęli nas zaczepiać naganiacze do autobusów do San Jose. Andrzej wynegocjował cenę 11 USD za osobę (1USD mniej niż cena wywoławcza). Cena wydała nam się dobra, bo parka z Polski którą spotkaliśmy poprzedniego wieczoru, za autobus z Rivas do San Jose zapłaciła 28 USD/os. Pomagier kierowcy sprawdził nam bilety, bagaże wrzucił do schowka i kazał zająć miejsca w autobusie. Był to normalny autokar z klimatyzacją i telewizją oraz z Internetem. W Kostaryce niestety nie ma chickenbusów :(.

Po 30 minutach autokar ruszył i przewiózł nas 300 m dalej do urzędu imigracyjnego Kostaryki, gdzie musieliśmy wyciągnąć wszystkie nasze bagaże i ustawić się w kolejce do celnika. Czemu nie mogliśmy pokonać tego odcinka pieszo i uniknąć całego ambarasu z ładowaniem i wyładowywaniem bagaży, nie wiemy.

Byliśmy lekko podenerwowani przed rozmową z celnikiem, do tego nie wypełniliśmy jednej karteczki wjazdowej i musieliśmy wyjść z kolejki a potem się wpychać. Urzędnik poprosił o pokazanie dowodu wyjazdu z Kostaryki. Pokazaliśmy mu bilet Andrzeja, który mieliśmy zapisany na komórce, on krótko na niego spojrzał, wbił nam pieczątki do paszportów i puścił nas dalej.

Po odprawie celnika musieliśmy jeszcze przejść przez skaner naszych bagaży, gdzie trzeba było wypełnić kolejną karteczkę (którą mieliśmy już wcześniej) z informacją co przewozimy. Chyba czterech pracowników było na stanowiskach, ale wszyscy byli wpatrzeni w swoje komórki i nawet nie spojrzeli na nas ani skan naszych plecaków. W plecaku Andrzeja od sześciu dni woziliśmy nieszczęsną dynię, a teoretycznie nie można przewozić owoców i warzyw między państwami Ameryki Środkowej. Po 5h dotarliśmy do San Jose w Kostaryce.

San Jose

W stolicy spędziliśmy dwie noce, miasto nie podobało nam się zbytnio i spokojnie jeden dzień (albo żaden) byłby dla nas wystarczający. Jest tu kilka dworców autobusowych, o których trzeba chwilę poczytać aby wiedzieć z którego jakie autobusy i gdzie odjeżdżają. Przyjechaliśmy na Terminal de Autobuses Atlantico Norte gdzie Andrzej mając dobrą mapę w telefonie sprawnie nas wyprowadził z tłumu naganiających taksówkarzy.

Niedługo potem zaczepił nas gość z małym plecakiem, który także był na naszym dworcu i zaczął oferować swoje usługi w oprowadzeniu po mieście i dopytywać gdzie mieszkamy itp. Sytuacja była niegroźna, ale i tak spowodowała, że Andrzej od razu schował telefon. Nasze zdawkowe odpowiedzi i podziękowania za proponowane usługi nie pomagały w tym aby „nowy kolega” się odczepił. Ciekawe było też to, że ostrzegał nas o tym aby tam nie iść, tu nie skręcać, tylko iść prosto – akurat tak jak chcieliśmy iść. Mówił, że kiedyś pracował jako przewodnik, ale teraz jest tajnym współpracownikiem policji i pilnuje, żeby turyści nie zapuszczali się w szemrane dzielnice miasta. Pochwalił też Andrzeja, że schował telefon i narzekał na Amerykanów, że oni spacerują z wywieszonymi aparatami i smartphonami i aż się proszą aby ich okraść. A potem świat narzeka, że w Kostaryce jest niebezpiecznie, a przecież kradzieże zdarzają się z własnej nieroztropności turystów.

Mając już ok. 500m z 2km marszu odbiliśmy na Avenide Central i wreszcie „kolega” poszedł w swoją stronę. Potem okazało się, że rzeczywiście lepiej się nie zapuszczać z dużymi plecakami oraz wieczorami w okolicę placu Mercado Barbón. W wieczór przed wyjazdem z San Jose, skonsultowaliśmy z dwoma policjantami czy bezpiecznie jest iść na nogach z dużymi plecakami ulicą Calle 12 na dworzec autobusowy. Ci na początku trochę się wahali, i dyskutowali między sobą, że przecież jest już po 17:00, że zaraz będzie ciemno i że raczej nie jest to dobry pomysł, gdy powtórzyliśmy że chodzi nam o jutrzejszy ranek powiedzieli że w dzień jest raczej bezpiecznie i że wtedy może się ewentualnie zdarzyć kradzież zuchwała, że złodziej w biegu wyrywa torebkę czy telefon i ucieka.

Spaliśmy w hostelu Casa del Parque, który ogólnie był OK gdyby nie koszt 18USD/2os w pokoju wieloosobowym oraz bardzo niemiły pan administrator.

Nasz dwudziestoosobowy pokój w San Jose
Nasz piętnastoosobowy pokój w San Jose
Centrum San Jose
Centrum San Jose
Piękne rzeźby
Piękne rzeźby
Ulubiony temat zdjęć Andrzeja - Bomberos (strażacy)
Ulubiony temat zdjęć Andrzeja – Bomberos (strażacy)

W samym mieście można zobaczyć kilka ciekawych muzeów i nawet mieliśmy ochotę się wybrać do np. Prekolumbijskiego Muzeum Złota, ale z uwagi na święto kultury było akurat zamknięte. Poza tym koszt wydawał się nam za duży 11 USD/os – tak ja w całej Ameryce Łacińskiej tutaj widać ewidentnie, że ceny dla obcokrajowców są czasami ponad dwu- lub trzykrotnie wyższe niż dla obywateli danego kraju.

San Jose nam się nie podobało. Ceny w porównaniu z Nikaraguą były dużo wyższe. Z tego co się zorientowaliśmy wejścia do parków narodowych, wszelkich wulkanów i wodospadów w Kostaryce są odpłatne i kosztują przynajmniej 10 USD. Nasz ograniczony budżet byłby mocno zachwiany, gdybyśmy się zdecydowali pojechać np. do Monteverde. Płacić 40 zł za możliwość wejścia do lasu niezbyt nas zachęciła. Dlatego po dwóch nocach w San Jose szybko się ewakuowaliśmy nad Morze Karaibskie do miejscowości Cahuita, w której znajduje się jedyny park narodowy w Kostaryce, gdzie za wejście płaci się „co łaska”.

Reklamy

Jeden komentarz na temat “Przejazd z Nikaragui do Kostaryki i miasto San Jose”

Zostaw komentarz/ Leave a Reply

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s