Rejs przez wyspy San Blas do Kartageny czyli jak przekroczyć granicę Panamy i Kolumbii?

Plan przed naszym wyjazdem był taki: kupimy bilet gdzieś do Ameryki Środkowej, a potem pojedziemy jakimiś autobusami na południe. Gdy zaczęłam przeglądać dokładniej mapę to odkryłam, że między Panamą a Kolumbią nie ma drogi. Trochę głupio tak późno dowiadywać się o istnieniu Przesmyku Darien, ale cóż zrobić skoro na geografii uczyli mnie o pladze królików w Australii, co w sumie też jest ciekawe.

Dla mniej zorientowanych tzw. Przesmyk Darien to teren pomiędzy Panamą a Kolumbią porośnięty dziką dżunglą. Jest to jeden z mniej zbadanych obszarów na świecie. Nie prowadzi tamtędy żadna droga, a zamieszkują je rdzenni mieszkańcy Panamy – plemiona Embera i Kuna, kolumbijscy partyzanci i przemytnicy narkotykowi. Teren jest wyjątkowo niebezpieczny ze względu na panujące tam surowe warunki dżungli, groźne zwierzęta i owady oraz przemytników.

W Internecie nie znaleźliśmy żadnych relacji, które opisują przekroczenie granicy przez dżunglę. Są jedynie ostrzeżenia przed tym, żeby tego nie robić, a jeżeli już wybierzemy się na takie przejście z indiańskim przewodnikiem to w razie, gdy się zgubimy należy się zatrzymać, nie panikować i wołać o pomoc. Z moich poszukiwań w sieci wynika, że niewielu śmiałkom udało się przekroczyć granicę drogą lądową. Uważam, że Cejrowski mija się z prawdą twierdząc, że razem z Pawlikowską pieszo przeszli z Panamy do Kolumbii pokonując Darien. A już na pewno nie zrobił tego boso… Podejrzewam, że mogli łazić gdzieś po dżungli po stronie Panamskiej, ale na pewno nie doszli pieszo aż do Kolumbii.

Przesmyk Darien od strony morza
Przesmyk Darien widziany od strony morza

Żeby bezpiecznie przedostać się do Kolumbii istnieje kilka opcji.

  • Samolot z Panama City do np. Medellin w Kolumbii to koszt ok. 150-300  USD.
  • Awionetka z Panama City do Puerto Obaldia (Panama) (100 USD), a potem szybki przejazd motorówką do Capurgeny (Kolumbia).
  • Z wyspy Cuna (San Blas) w Panamie motorówką do Puerto Obaldia (9h, 100 USD) i potem kolejną łódką do Capurgeny.
  • Rejs jachtem (300-550 USD).

My chcieliśmy pokonać tę trasę łodzią żaglową. Chcieliśmy się załapać na jachtostop albo przepłynąć po kosztach w formie załogi, ale niestety trasa ta jest bardzo popularna i popyt przewyższa podaż, więc nikt nam nie chciał dać zniżki mimo, że jakieś doświadczenie żeglarskie mamy.

Po dłuższych poszukiwaniach, wahaliśmy się między dwoma opcjami. Pierwsza to czterodniowy rejs łódką „Basta” zaczynający się na wyspach San Blas, a kończący w Puerto Obaldia w Panamie, skąd już łatwo przedostać się do Kolumbii (25 USD za dojazd z Panama City do wyspy Cuna, 300 USD za rejs + 20 USD za wejście na teren Indian Kuna – wysp San Blas). Nie zdecydowaliśmy się na Bastę, bo jacht w opisie miał tylko silnik dwukonny(!), nie wiem jak to w ogóle jest możliwe na morzu, i dalej myślę, że to musi być jakaś pomyłka. Ponadto właściciel łodzi, Francuz trochę nas zwodził z tym, że musimy mu znaleźć jeszcze dodatkowe osoby do załogi, żeby rejs mógł się odbyć. Termin był o 3 dni późniejszy co nam mniej pasowało. Bardzo żałujemy, że jednak z nim nie popłynęliśmy.

Wybraliśmy łódkę „Ave Maria”, prowadzoną przez właściciela Australijczyka Paula i jego partnerkę Kolumbijkę Sindry. Rejs miał trwać 5 dni ze startem w Portobelo w Panamie i końcem w Kartagenie w Kolumbii (koszt 525 USD za rejs + 20 USD za wstęp na teren Indian Kuna).

Przybliżona trasa rejsu
Przybliżona trasa rejsu

Relacja z rejsu Ave Marią

Dzień 0-1: Portobelo

Po wpłacie zaliczki na rejs, zostaliśmy poinformowani, że powinniśmy się stawić w Portobelo dzień przed wypłynięciem, żeby prowadzący łódkę Paul (celowo nie będę go nazywać kapitanem) mógł zebrać resztę pieniędzy i przekazać nam kilka istotnych informacji.

Żeby dostać się do Portobelo, z dworca Albrook w Panama City wzięliśmy autobus jadący w stronę Colon (3,15 USD). Wysiedliśmy w miejscowości Sabanitas, żeby się przesiąść do autobusu jadącego do Portobelo (1,30 USD). Cały przejazd zajął nam ok. 3 h.

Portobelo to straszna dziura. Żeby zwiedzić forty miasta, wystarczy 1h. Poza tym jest tam drogo, nie ma co jeść i co robić, a my musieliśmy tam siedzieć dwa dni. Chociaż spotkaliśmy tam Polaków, którzy byli zachwyceni tym miejscem…

Forty Portobelo
Forty Portobelo
Jedyna atrakcja to zatopiona łódź, na którą Andrzej popłynął
Jedyna atrakcja to zatopiona łódź, na którą Andrzej poszedł

O 16:00 w dzień przed wypłynięciem spotkaliśmy się z Paulem i resztą „pasażerów” (celowo nie nazywam nas załogantami) w melinie „Captain Jacks”. Razem z nami płynęła czwórka Australijczyków – Osiłek i Smerfetka oraz „Spoko parka”, Kanadyjka Lucie, Włoch Lorenzo i Tajwańczyk David. Na spotkaniu Paul zebrał od nas gotówkę i paszporty. Bardzo nie lubię jak ktoś zabiera mój dokument tożsamości, więc nie byłam zbyt zadowolona. Zabrał nasze paszporty w celu odprawy łódki, a oddał je nam dopiero w Kartagenie.

Paul, właściciel łódki to Australijczyk mieszkający w Panamie od 10 lat, a znający jedynie kilka słów po hiszpańsku. Do tego jak coś próbuje powiedzieć po hiszpański to ma chamski akcent angielski. Bardzo przypominał nam Amerykanina Steviego, poznanego na wyspie Ometepe w Nikaragui.

Paul wytłumaczył nam „istotne” sprawy związane z rejsem. „Najważniejsze, to żebyśmy wzięli dużo leków na chorobę morską. Najlepiej już na dwie godziny przed wypłynięciem wziąć tabletkę, a potem kolejne w czasie rejsu”. Byliśmy już na kilku rejsach morskich i nikt nam nie polecał, żeby od razu się szprycować aviomarinem przed wypłynięciem. Tego typu leki uniemożliwiają pracę na jachcie i tylko usypiają, czego generalnie oczekiwał od nas Paul. Poza tym okazało się, że na łódkę wejdziemy dopiero o 18:00 następnego dnia, więc czekał nas kolejny cudowny dzień w dziurze Portobelo. Oprócz tego, ktoś się wdał z nim w rozmowę odnośnie wyborów w Stanach, mówiąc że ma nadzieję, że Trump nie wygra. Na co Paul odpowiedział, że jak Hilary wygra to będzie tragedia, bo zacytuję „She’s a woman, she’s a killer and she’s a drug dealer.” (jest kobietą, mordercą i handlarką narkotyków). Rejs się zapowiadał obiecująco.

W cenę rejsu wchodziły 3 posiłki dziennie. Z racji tego, że zaczynaliśmy dopiero o 18:00 na ten dzień nie było przewidziane wyżywienie, tak więc musieliśmy się napchać niedobrym ryżem z kurczakiem z ulicznego straganu. O 18:00 przyjechała po nas taksówka wodna, która zabrała nas na Ave Marię. O 18:30 zaczęliśmy się gramolić na jacht. Było już ciemno. Gdy wszyscy weszli na łódkę pierwsze co Paul zrobił to rozdał każdemu po puszce browaru. Po pierwsze moja zasada jest taka, że przed wypłynięciem i w trakcie nie piję i myślę, że to jest dobry zwyczaj. Szczególnie, że alkohol tylko wzmacnia objawy choroby morskiej, czego Paul nie raczył wytłumaczyć pasażerom.

Całkowicie po ciemku (bo Paul nie używa nawet światła topowego przy staniu na kotwicy) zaczęliśmy pakować duże plecaki do bakisty. Niektóre z osób były po raz pierwszy na jachcie, więc poruszanie się w ciemnościach po łódce, która w zasadzie nie miała relingów i przenoszenie ciężkich plecaków po wypiciu browarów myślę, że nie było dobrym pomysłem. Po przypisaniu każdemu koi, dostaliśmy do przeczytania regulamin łódki, co było dosyć śmieszne bo Paul mógł nam to wszystko ustnie wytłumaczyć. W regulaminie było napisane m.in to, że pasażerowie nie mają dostępu do kuchni. Wodę należy oszczędzać, i nie przewidywany jest codzienny prysznic pokładowy, który był obiecany w opisie rejsu. Woda w kranie w łazience i w kuchni była zakręcona, a my mogliśmy korzystać jedynie z baniaków. Przy czym Paul i Sindry na pewno po kryjomu brali prysznic, bo ani razu nie kąpali się w morzu, a jak na 5 dni bez prysznica to wyglądali i pachnieli lepiej niż my.

Ok. 20:00 Paul odpalił silnik, postawił grota dla ściemy i ruszyliśmy w „rejs” na wyspy San Blas. W kokpicie nie było co robić, Paul tylko gadał z Osiłkiem o urokach mieszkania w Australii, więc z nudów poszliśmy spać.

Dzień 2-4: Wyspy San Blas

Następnego ranka dopłynęliśmy na jedną z wysp San Blas. Archipelag San Blas jest to w istocie raj na ziemi i podobno jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Mieliśmy tu spędzić trzy kolejne dni.

San Blas
San Blas
Wyspa
Wyspa
Plaża
Plaża
Wyspa i katamaran Nowozelandczyków
Wyspa i katamaran Nowozelandczyków
Kolejna rajska wyspa
Kolejna rajska wyspa
Ave Maria
Ave Maria

Zanim przejdę do opisu wysp to przyczepie się jeszcze do stylu prowadzenia łódki przez Paula. Paul nie ma radaru, co być może w Panamie nie jest problemem, bo ruch żaglowy po tej stronie jest dosyć mały, jednak radar na otwartym morzu jest przydatny. Nie posiada też głębokościomierza. Tratwa ratunkowa jest dla sześciu osób, a było nas 11. Paul pozwala spać na deku w nocy w trakcie płynięcia (będąc pod wpływem alkoholu) bez bycia przypiętym szelkami do pokładu.  Myślę, że Paul nawet nie wie co to są szelki. Przy rzucaniu kotwicy nie czeka aż łódka się zatrzyma, tylko rzuca ją gdy jacht jeszcze płynie, a potem gorączkowo szuka kotwicy wychylając się przez burtę.

Po zakotwiczeniu i opowieściach Paula o tym, że Bill Gates należy do tajnej sekty, która przesyła śmiertelne szczepionki do krajów trzeciego świata, aby wymordować ich populacje wzięliśmy maski i płetwy i poszliśmy snorkelować. Tak wyglądały kolejne nasze dni. Pół dnia snorkelowania, pół dnia pływania w pław od wyspy do wyspy. Dookoła są rozwinięte rafy koralowe, więc mieliśmy co oglądać. Jednego dnia widziałam płaszczkę, krzycząc i szturchając Andrzeja pod wodą próbowałam mu ją pokazać, ale niestety jak zwykle zapatrzył się na jakieś jeżowce i jej nie zobaczył. Na szczęście nasza kamerka ma szeroki kąt i widać ją na filmie (1:18′).

Miłość bywa ślepa i Sindry partnerka Paula w przeciwieństwie do niego jest uroczą osobą. Przygotowywała dla nas posiłki. Zwykle na rejsach są wachty, na których załoganci na zmianę gotują. Tutaj byliśmy pasażerami, więc nic nie trzeba było robić tylko pić piwo i jeść aviomarin.

Paul i Sindry
Paul i Sindry

Sindry jednego dnia zamówiła od Indianina Kuna Langustinas, czyli według niej homary, ale na nasze oko to były wyrośnięte langustyny (ale szczerze mówiąc to się nie znam, wiec może to faktycznie były homary). Indianie Kuna nurkują na bezdechu 10 m pod wodą, żeby ręcznie wyłowić langustiny. Kuna podpłynął do nas na swojej łódce i miał ze sobą 12 żywych osobników. Sindry części nie chciała wziąć, bo nosiły w sobie jajeczka i chciała żeby Kuna je wyrzucił z powrotem do wody. Nie zrobił tego i na naszych oczach na żywca ukręcał im głowy, a Sindry dawał tylko odwłoki. Głowy pewnie wziął dla siebie, żeby ugotować z tego zupę. Sindry wieczorem przygotowała z nich kolację w postaci spaghetti, co moim zdaniem było strasznym marnotrawstwem tego mięsa i można było coś smaczniejszego ugotować.

Langustinas
Langustinas
Urywanie głów
Urywanie głów
Indianin Kuna
Indianin Kuna

Innego dnia na wyspie Oro (czyli złoto – swoją nazwę zawdzięcza temu, że została sprzedana za złoty łańcuch) spotkaliśmy innego Indianina Kunę, Jose, który samotnie zamieszkiwał tę wyspę. Opowiadał nam o tym, że mieszka na tej wyspie przez miesiąc, a potem płynie na inną, żeby tam mieszkać przez kolejny miesiąc. Na jego miejsce przypływa ktoś inny. I tak co roku. Nie powiedział nam czemu tak robią, ale chyba chodzi o to, że wyspa należy do jego rodziny i jej pilnuje. Jose był bardzo rozmowny i się cieszył, że miał gości. Mówił nam, ze wieczorami ok. 20:00 idą łowić ryby, a jako przynęty używają ośmiornicy. Opowiadał o żarłocznych rekinach, które zamieszkują te wody (następnego dnia trochę gorzej się przez to snorkelowało). Mówił o swojej rodzinie i synu, który mieszka w przesmyku Darien. Cieszymy się, że mogliśmy porozmawiać z Jose.

Bezludna wyspa i chmura
Bezludna wyspa i chmura
Pontonem przewoziliśmy aparaty na wyspę
Pontonem przewoziliśmy aparaty na wyspę
Ponton
Ponton
Pasażerowie
Pasażerowie
Pasażerowie
Pasażerowie

Dzień 5: Przeprawa do Kartageny

Trzeciego dnia wieczorem z wysp San Blas wypłynęliśmy na 36h przelot do Kartageny. Schemat podobny co pierwszego dnia: Paul odpalił silnik i popłynęliśmy. W ciągu dnia postawiliśmy grota. Grot wydawał się zupełnie bezużyteczny. Nie pracował, do tego miał przyczepiony dziwny kontrafał do bomu. W trakcie stawiania żagla za sterem była Sindry i nawet nie ostrzyła do wiatru (mieliśmy półwiatr) żeby Paul łatwiej mógł wybrać grota. Andrzej się zlitował i pomógł mu z korbą. Gdy za sterem była Sindry (która z dumą mówiła, że Paul ją nauczył żeglować), przy większych przechyłach Paul się zrywał żeby luzować grota. Pierwszy raz widziałam, żeby ktoś na morzu luzował grota przy lekkim przechyle (do tego płynąc cały czas na silniku).

Ostatni zachód słońca w Ameryce Środkowej
Ostatni zachód słońca w Ameryce Środkowej

Przed przelotem Paul i Sindry cały czas namawiali nas do wzięcia tabletek na chorobę morską. Zwykle tego z Andrzejem nie robimy, ale żeby dali nam spokój wzięliśmy. Morze było wzburzone, więc mnie jak zwykle i tak dosyć mocno muliło. Na każdym innym rejsie stałabym za sterem i od razu byłoby mi lepiej, ewentualnie szybki zwrot za burtę i spokój. Tutaj dostęp do steru miał tylko Paul i Sindry, więc nie zostało mi nic innego jak pójść spać. I tak przespałam 36 h przelotu z przerwą na wymuszone posiłki. Australijka dosyć ciężko chorowała, a Sindry tylko ją namawiała do wzięcia kolejnej tabletki. Tym sposobem zamiast max 7 tabletek na dobę, dziewczyna wzięła 14 przez 12h…

W pewnym momencie w nocy silnik zgasł, bo okazało się, że skończyło się paliwo i trzeba było zmienić zbiornik. Silnik też był ciekawy, bo diesel i po każdym użyciu stojąc na kotwicy na wodzie unosiła się ogromna plama paliwa. Zwróciliśmy Paulowi na to uwagę, ale tylko nas zignorował.

Plama paliwa
Plama paliwa

Po dwóch nocach i jednym dniu dopłynęliśmy do Kartageny w Kolumbii, szczęśliwi, że możemy już zejść z łódki. Jeżeli ktoś by planował taki rejs to polecamy jednak popłynąć od razu z wysp San Blas do Puerto Obaldia i stamtąd motorówką do Kolumbii. Szczególnie, że okolice Capurgeny i Sapzurro w Kolumbii podobno są przepiękne. Taki rejs będzie tańszy i bez dłuższych przelotów z koniecznością płynięcia na silniku.

Kartagena o świcie
Kartagena o świcie

 

Reklamy

3 myśli na temat “Rejs przez wyspy San Blas do Kartageny czyli jak przekroczyć granicę Panamy i Kolumbii?”

Zostaw komentarz/ Leave a Reply

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s