Park Chicamocha i San Gil

Z Bucaramangi wsiedliśmy w busa jadącego w kierunku San Gil. Po drodze zatrzymaliśmy się w parku Chicamocha, żeby zobaczyć kolumbijski wielki kanion. Wokół kanionu powstaje duży park rozrywki. My jedynie chcieliśmy zobaczyć kanion, więc zdecydowaliśmy się tylko na przejazd kolejką. Taka atrakcja kosztowała nas nie mało bo 46 000 COP. W sumie wyszło ponad 30 USD, dużo ale warto było chociażby dla tego zdjęcia:

Ostry zjazd kolejką
Ostry zjazd kolejką

Kolejka jeździ tylko w określonych godzinach, więc mieliśmy trochę czasu żeby pozwiedzać teren parku. Na szczycie wzgórza znajduje się pomnik, który przedstawia historię Kolumbii. Na rzeźby chyba można się wspinać.

Dobry kadr
Dobry kadr
Andrzej i koza
Andrzej i koza
Rzeźba
Rzeźba

Sama kolejka to takie gondolki jak w Alpach, tylko wszystko jest bardziej zorganizowane i jest więcej osób do obsługi. Żeby wsiąść do gondolki trzeba ustawić się na wyznaczonych polach, a pracownik grzecznie wskazuje kiedy możemy wsiąść.

Porządek przy czekaniu na kolejkę
Porządek przy czekaniu na kolejkę

Przejazd w jedną stronę zajął nam ok. 32 min i był dosyć ekscytujący, bo kolejka bardzo przyspiesza na początku jadąc w przepaść, a widoki też są niezłe. Na drugiej krawędzi kanionu mieliśmy ok. 2h czekania na kolejkę powrotną, ale po szybkim sprawdzeniu, że nie ma tam nic ciekawego załapaliśmy się na powrót w tej samej turze.

Widok na kanion z kolejki
Widok na kanion z kolejki
Kolejka
Kolejka

Naszym zdaniem, żeby zobaczyć kanion wystarczy zatrzymać się gdzieś na poboczu jadąc z Bucaramangi do San Gil i jednak nie warto wydawać tyle pieniędzy na przejazd kolejką.

San Gil

Wieczorem przyjechaliśmy do miasta San Gil, które teoretycznie jest centrem sportów ekstremalnych w Kolumbii. Rafting, jakieś zjazdy na linie i te sprawy to nie są aktywności, które lubimy, ale liczyliśmy, że San Gil umiejscowione w górach będzie miało dla nas jakieś ciekawe trasy piesze.

Poranek w San Gilu
Poranek w San Gilu

Niestety San Gil nie zrobiło na nas dobrego wrażenia. Miasto jest brzydkie i brudne, a do tego spaliśmy w najgorszym hostelu w całej naszej wycieczce, co nie pomogło na lepsze postrzeganie miasteczka. Jedynym plusem tego miejsca była kurczakownia do której poszliśmy na obiad. Kurczakownia to miejsce gdzie sprzedają tylko pieczonego kurczaka. Gdy weszliśmy do środka i się zastanawialiśmy co wziąć Pani nam od razu rozjaśniła, że „Hay pollo” czyli „jest kurczak”. Można zamówić całego, połówkę (2USD) lub ćwiartkę. Wzięliśmy połówkę. Dodatkiem był ziemniak. Kurczaka je się rękami, więc sztućców nie ma, ale można skorzystać z jednorazowych rękawiczek. Andrzej chyba jeszcze długo będzie wspominał smak tego pieczonego kurczaka.

W kurczakowni
W kurczakowni

Niedaleko San Gil znajduje się miejscowość Barichara, którą pojechaliśmy zwiedzić następnego dnia. Barichara jest bardzo ładna, a do tego kiedy tam byliśmy było święto ananasa i za 3000 COP kupiliśmy pięknie pachnącego ananasa większego od głowy Andrzeja, który był najsmaczniejszym owocem jakiego do tej pory jedliśmy. Podobno ananasy z tej okolicy są najsmaczniejsze na świecie, zaraz po tych z Hawajów.

Ananas
Ananas
Barichara
Barichara
Barichara
Barichara

Z Barichary poszliśmy na pieszą wycieczkę do Guane (2,5 h). Mimo potwornego upału trasa była całkiem ciekawa i na pewno warto ją przejść.

Droga do Guane
Droga do Guane
Droga do Guane
Droga do Guane

 

Sklep w Guane
Sklep w Guane

 San Gil tak jak pisaliśmy nie był dla nas ciekawy. Baricharę można zobaczyć, ale nie trzeba, a kanion Chicamocha wystarczy obejrzeć z trasy.

 

Reklamy

Zostaw komentarz/ Leave a Reply

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s