Bogota

Szczęśliwi, że już mogliśmy wyjechać z San Gil wsiedliśmy w autobus do Bogoty. Trasa zajęła nam chyba z 8 godzin, a koszt to 35 ooo COP. Odległości w Kolumbii są spore, a górzyste ukształtowanie terenu jeszcze bardziej wydłuża czas jazdy. Na szczęście autobusy są bardzo komfortowe, a każdy dłuższy przejazd wiąże się z min. 40 minutową przerwą obiadową. Z niecierpliwością zawsze czekaliśmy na tę przerwę, bo kierowcy wiedzą gdzie dają dobrze zjeść, a my przecież lubimy jeść.

Spotkane przez nas osoby, które wcześniej były w Bogocie lub mieszkają tam na stałe, bardzo narzekały na to miasto. Mówiły, że jest tam niebezpiecznie, brudno, że nie można chodzić ze słuchawkami w uszach, bo od razu ktoś nas okradnie, że transport jest źle zorganizowany, a autobusy przepełnione. Nam się Bogota bardzo podobała, chociaż byliśmy tam tylko dwa dni w weekend, więc nie wiemy jak tłoczno jest tam w godzinach szczytu.

W Bogocie korzystaliśmy z dwóch typów transportu miejskiego – starszych autobusów, gdzie bilet kupuje się u kierowcy (1500 COP), trasa jest trudna do przewidzenia, za to przystanki są w zasadzie tam gdzie chcesz wysiąść/wsiąść oraz z sieci nowoczesnych autobusów Transmilenio, na które trzeba kupić specjalną kartę zbliżeniową i ją doładować. Kartę pożyczył nam właściciel pokoju, który wynajęliśmy przez AirBnB, więc nie pamiętamy ile kosztuje, natomiast pojedynczy przejazd tym autobusem to 2000 COP (0,75 USD).

Spaliśmy u Oliviera, który ma dom w bardzo ładnej i czystej dzielnicy niedaleko lotniska. Olivier ma dwa psy, starszego buldoga francuskiego i młodego boston terriera, który realizował swoje podstawowe potrzeby co noc pod naszym pokojem. Pies był tak słodki, że nie przeszkadzało nam to bardzo.

Mały boston terrier
Mały boston terrier

Olivier jest też posiadaczem największego telewizora (chyba 70 cali) jakiego kiedykolwiek widzieliśmy, a kupił go sobie z okazji któryś mistrzostw w piłce nożnej.

Wielki telewizor
Wielki telewizor, chociaż na zdjęciu nie wygląda na duży

Bogota jest ogromnym i nowoczesnym miastem (7 mln ludzi). Warszawa to przy Bogocie, mogłaby być jakąś jedną dzielnicą Bogoty, a Kraków to w ogóle byłaby jakaś podmiejska wioska. W niedziele główne ulice miasta są zamykane dla ruchu samochodowego i są dostępne jedynie dla rowerzystów, pieszych i rolkarzy. W innych miastach Kolumbii jest podobnie, tak samo w Quito w Ekwadorze. Świetny pomysł.

Główna ulica zamknięta dla ruchu samochodowego
Główna ulica zamknięta dla ruchu samochodowego

Miasto jest na wysokości 2600 m n.p.m. i w pierwszy dzień odczuwaliśmy skutki lekkiej choroby wysokościowej, tzn. bolała nas głowa, ciężko było złapać oddech, a w nocy śniły nam się koszmary. Drugiego dnia objawy minęły z wyjątkiem trudności z oddychaniem na które zwykły paracetamol już nie pomógł.

Zwiedzanie miasta zaczęliśmy od wyjazdu kolejką (taką samą jak na Gubałówkę) na wzgórze Monteserrate. Z Transmilenio trzeba wysiąść na przystanku Las Aguas. Koszt wjazdu i zjazdu na wzgórze to 18 000 COP. Niestety ścieżka piesza była zamknięta „ze względów bezpieczeństwa”, a kolejka liniowa nie działała. Na szczycie wzgórza, poza podziwianiem panoramy miasta, rzeźb drogi krzyżowej i małego kościoła nie ma za bardzo co robić. Na uwagę zasługują lokalni sprzedawcy jedzenia, niektórzy z nich są dość natarczywi, ale od tych najcichszych spróbowaliśmy pysznego sera z dżemem i karmelem. Na straganach można też kupić herbatę z liśćmi koki 4 USD/25 torebek czego jednak nie zrobiliśmy w przekonaniu, że gdzieś później można będzie to nabyć w supermarkecie. Nasze oczekiwania jednak nie zostały spełnione i Andrzej dalej nie wie jak taka herbata smakuje, ale może w Peru będzie więcej okazji.

Panorama Bogoty
Panorama Bogoty
Serek z dżemem i karmelem
Serek z dżemem i karmelem
Serek z dżemem i karmelem
Serek z dżemem i karmelem

Potem zeszliśmy do historycznej dzielnicy La Candelaria. W Bogocie jest największe muzeum złota, polecane przez przewodniki, ale ominęliśmy je, bo nie lubimy muzeów złota, walut, pieniędzy itd. Byliśmy także na rynku, który nie jest specjalnie ładny. Co ciekawe to było tam miasteczko namiotowe protestujących na rzecz pokoju w Kolumbii. Jak to w dużym mieście jest tam dużo gołębi potocznie przez nas zwanych latającymi szczurami. Są tak samo głodne jak w Krakowie.

Gołębie jedzą loda, pawie takie same jak w Krakowie
Gołębie jedzą loda zamiast precla
Dziewczynka z lamą, a w tle miasteczko namiotowe
Dziewczynka z lamą (bez głowy)
Miasteczko namiotowe
Miasteczko namiotowe
Katedra
Katedra

Dużo chodzenia spowodowało, że zgłodnieliśmy, i fakt że nie mogliśmy znaleźć odpowiedniej opcji jedzeniowej był dosyć irytujący. W czasie tego szukania natknęliśmy się na Muzeum Wojska, które akurat było za darmo i było bardzo ciekawe dla Andrzeja.

Muzeum wojska
Muzeum wojska

Później znaleźliśmy odpowiednie miejsce serwujące tani obiad.

Zupa Ajiaco (z kurczaka, ziemniaków i kukurydzy) podawana jest dodatkowo z ryżem i kurczakiem na boku
Zupa Ajiaco (z kurczaka, ziemniaków i kukurydzy) podawana jest dodatkowo z ryżem i kurczakiem na boku

Ogólnie Bogota jak na duże miasto bardzo nam się podobała chociaż spędziliśmy tu tylko 2 dni, ale wydaje nam się, że to jest wystarczająco długo.

Reklamy

Zostaw komentarz/ Leave a Reply

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s