Medellin

W Salento wsiedliśmy w busa do Medellin (43 000 COP, 8h). Pojechaliśmy tam ze względu na Andrzeja, który się naczytał, że miasto jest bardzo nowoczesne i posiada długą kolejkę linową, którą koniecznie chciał się przejechać.

Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że całe miasto żyje jutrzejszym koncertem zespołu Guns n Roses, który po raz pierwszy miał wystąpić w Kolumbii. Większość hosteli była pozajmowana przez to na kolejne dni i mieliśmy problem ze znalezieniem noclegu. Jako że jesteśmy fanami zespołu, również chcieliśmy udać się na koncert, ale bilety w najgorszych miejscach na stadionie zaczynały się od 200 USD, więc zdecydowaliśmy, że spróbujemy je kupić u konika przed koncertem. Niestety w tym samym dniu zatruliśmy się obiadem i przez ten oraz dwa kolejne dni cierpieliśmy na łóżkach piętrowych w hostelu. Łóżka piętrowe nie ułatwiały nam życia, a na koncert nie poszliśmy.

Zatruta zupa
Zatruta zupa

Miasto jednak udało nam się zwiedzić. W centrum są ciekawe rzeźby kolumbijskiego autora Fernando Botero.

img_5252

img_5251

Siedząc na ławce i odpoczywając od upału poznaliśmy Kolumbijkę Ledis. To w Kolumbii najbardziej nam się podoba, że nie można chwilę odetchnąć na ławce czy na przystanku, bo od razu ktoś nas zaczepi i będzie chciał porozmawiać.

Ledis narzekała, że nie idzie na koncert bo musi się opiekować swoją dwójką dzieci. Mówiła, że modli się za pokój w Kolumbii. Opowiadała, że w mieście jest spokojniej od kiedy zastrzelili Escobara i pokazała nam budynek, który był przez niego ufundowany, a teraz jest siedzibą policji. W przewodnikach przestrzegają, żeby nie pytać o historię Pablo Escobara mieszkańców miasta, bo temat jest jeszcze w miarę świeży i nie wypada. Ledis sama zaczęła nam o nim opowiadać. My w zamian trochę opowiedzieliśmy o Polsce. Rozmowa z Ledis zaczęła się od narzekania na upał i braku cienia na placu, a skończyła się tym, że kupiła nam mango ze straganu (chyba dlatego, że poczęstowaliśmy ją pomarańczą). Wymieniliśmy się też adresami mailowymi i teraz jesteśmy „pen pals„.

Ledis i Marta
Ledis i Marta

Po spotkaniu z Ledis pojechaliśmy na końcową stację metra (jeden przejazd metrem to 2200 COP), gdzie wsiedliśmy w kolejkę linową, z której podziwialiśmy panoramę miasta oraz slumsy Medellin, które z góry wcale nie wyglądały bardzo biednie.

Na górze przesiedliśmy się w następną kolej (4825 COP), która wywiozła nas do zalesionego parku. Bardzo nam się podoba to, że wystarczy 20 min w kolejce i jest się zupełnie poza miastem na łonie natury.

Wybraliśmy się na mały spacer po lesie, mimo ostrzeżeń, że nie powinno się tam chodzić samemu. Na ścieżce rosło ogromne drzewo, przy którym była tabliczka z opisem, że należy je objąć i przytulić, aby poczuć moc matki Ziemi. Było to naprawdę dosyć przyjemne.

Andrzej przytula drzewo
Andrzej przytula drzewo

W mieście czuliśmy się bardzo bezpiecznie, mimo tego, że na kilka dni przed naszym przyjazdem w biały dzień został zastrzelony japoński turysta. Został okradziony z laptopa i komórki przez dwóch małolatów na motorze. Gdy chciał odebrać swoje rzeczy, Ci bez skrupułów strzelili mu dwa razy w głowę. Dlatego warto słuchać rad i w razie napadu, grzecznie wszystko oddać.

Pomimo tego. pobyt w Medellin będziemy wspominać bardzo dobrze. Miasto rzeczywiście jest dość nowoczesne, przynajmniej centrum, a ludzie są bardzo mili.

Reklamy

Zostaw komentarz/ Leave a Reply

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s