Quilotoa Loop i Wulkan Cotopaxi

Z Quito pojechaliśmy do Latacungi (2h, 2,15 USD), skąd następnego dnia chcieliśmy wyruszyć na trekking po okolicznych wioskach zwany „Quilotoa Loop”. W Latacundze pracownik hostelu pobieżnie nam wyjaśnił na czym polega wycieczka. Podobno w hostelu Tiana udzielają dokładniejszych informacji, gdyby ktoś był zainteresowany.

Quilotoa Loop

Plan był taki żeby dojechać z miasta do miejscowości Sigchos, stamtąd przejść do wioski Isinlivi i spędzić tam pierwszą noc. Kolejny dzień to przejście do wioski Chugchilan. Trzeci dzień to przejście do Quilotoa, gdzie znajduje się słynny wulkan z jeziorem w kraterze. Trzeciego dnia można spokojnie wrócić do Latacungi (przez Zumbahua) lub tak jak my, przenocować w Quilotoa.

Mapa poglądowa
Mapa poglądowa

 

Dzień 1. Latacunga -> Sigchos -> Isinlivi (2h jazdy autobusem + 4 h chodzenia /14 km)

Mając w pamięci niezbyt udane wejście do Finci La Primavera w Kolumbii, każdy trekking chcieliśmy zaczynać jak najwcześniej i dlatego w Latacundze wsiedliśmy w autobus do Sigchos już o 6 rano (przejazd 2h, 2,30 USD). O 8:00 byliśmy na miejscu, gdzie spytaliśmy o drogę do Isinlivi pracownika budowy, który nas podprowadził pod początek ścieżki. Trasa jest dosyć dobrze oznaczona przez hostel Llullullama, w Isinlivi. Na ścieżce znajdują się punkty orientacyjne. W hostelu Tiana w Latacundze rozdają dokładny opis trasy w stylu „przy punkcie 2 skręć przy drzewie w lewo i przejdź przez most…”. My tego opisu nie mieliśmy i trochę się gubiliśmy, aż w końcu do Isinlivi przeszliśmy drogą szutrową. Do celu dotarliśmy na 12:00, a więc bardzo wcześnie.

Droga z Sigchos do Isinvili
Droga z Sigchos do Isinlivii
Pogoda była upalna
Pogoda była upalna
Rzeka
Rzeka

W Isinlivi zatrzymaliśmy się we wspomnianym hostelu Llullullama, który jest chyba najlepszym hostelem w jakim spaliśmy w Ekwadorze. W cenę noclegu wliczona jest kolacja i śniadanie, i tak jest w większości hosteli na trasie Quilotoa Loop. Hostel wspominamy miło również z tego względu, że poznaliśmy tam sporo osób, z którymi trzymaliśmy się aż do końca wycieczki w Quilotoa, w tym trójkę Polaków, którzy od dwudziestu lat mieszkają w Stanach.

Pies Llullu
Pies Llullu

Dzień 2. Isinlivi -> Chugchilan (5 h / 13 km)

W Llullullamie wzięliśmy tym razem dokładny opis trasy, co znacznie ułatwiło odnalezienie właściwej drogi i zgubiliśmy się tylko raz. Ścieżka była dużo bardziej malownicza niż ta z dnia poprzedniego. Szliśmy przez las, polany, wzdłuż kanionu i przez małe wioski. Po drodze na jednym z punktów widokowych poznaliśmy Ekwadorczyka Miguela, z którym rozmawialiśmy godzinę i tak nas zauroczył, że kupiliśmy od niego drewniany obrazek. Jak powtarzał on jest artystą, więc siedzi i rzeźbi, a żona robi w polu. Koniec trasy to przejście wzdłuż nowej asfaltowej drogi do miasteczka Chugchilan, gdzie razem z resztą grupy zatrzymaliśmy się w Cloud Forest Hostel.

Droga z Isinvili do Chugchilan
Droga z Isinvili do Chugchilan
Przejście przez rzekę
Przejście przez rzekę
Widok z miradoru
Widok z miradoru
W pracowni Miguela
W pracowni Miguela

Dzień 3. Chugchilan -> Quilotoa (6 h / 13,5 km)

Ponownie wzięliśmy z hostelu instrukcję przejścia. To był najbardziej wymagający dzień, ale i tak niezbyt męczący.

Świnia
Świnia
Droga z Chigchos do Quilotoa
Droga z Chigchos do Quilotoa

Po drodze minęliśmy kilka wiosek, gdzie zaczepiały nas lokalne dzieci, które chciały żeby im robić zdjęcia.

Chłopiec
Chłopiec

Musieliśmy podejść na wysokość 3800 m n.p.m. aż nad sam krater wulkanu Quilotoa. Gdy wyszliśmy na górę, krateru nie widzieliśmy bo wszędzie była mgła. Mieliśmy przejść granią jeszcze przez około godzinę żeby dojść do wioski Quilotoa. Ze względu na mgłę trochę się zgubiliśmy i zamiast iść krawędzią szczytu zeszliśmy w dół do krateru. Zejście w dół okazało się dobrym pomysłem, bo przynajmniej przez chwilę zobaczyliśmy jezioro. Jednak zdecydowaliśmy się znowu podejść w górę, aby wyjść z krateru. Wydawało nam się, że ścieżką, którą szliśmy nie było dojścia do wioski, a tylko do przystani z kajakami. Kilkanaście metrów przed granią spotkaliśmy miejscowego w kaloszach z białym psem idącego z naprzeciwka. Zaczął tłumaczyć, że źle idziemy i że musimy ponownie zejść z nim w dół i że on nam pokaże drogę do wioski. Jako, że przed chwilą byliśmy na dole wcale nie uśmiechało nam się, żeby tam wracać, więc się uparliśmy, że z nim nie pójdziemy chociaż dość mocno nalegał.

Mgła w kraterze
Mgła w kraterze

Potem z góry widzieliśmy jak reszta naszych znajomych również zaczęła schodzić w dół do krateru, ale gdy spotkała tego samego miejscowego nagle zawróciła i zaczęła iść w górę. Jak się potem okazało miejscowy za swoje „dobre” wskazówki kazał sobie zapłacić. To samo zrobił z trójką Polaków, którzy  zgubili się w kraterze kilka godzin wcześniej. Nie ładnie.

Ścieżka w kraterze
Ścieżka w kraterze

Po wyjściu z krateru idąc wzdłuż grani z łatwością doszliśmy do wioski Quilotoa, która jest dużo bardziej turystyczna i mniej przyjemna niż pozostałe miejsca, w których spaliśmy w trakcie trekkingu.

Jezioro Quilotoa we mgle
Jezioro Quilotoa we mgle

W hostelu poznaliśmy parę Holendrów, którzy z zamiłowania są ornitologami i uwielbiają obserwować ptaki. Mówili, że w domu spacerują w okolicy i spisują napotkane gatunki. Pokazali nam atlas ptaków ekwadorskich. Generalnie bardzo ciekawie się ich słuchało jak z ogromną pasją opowiadali o swoim hobby.

Dzień 4. Quilotoa -> Najwyższy Punkt Krateru -> Zumbahua -> Latacunga (3 h / 7 km + 3 h jazdy)

Następnego dnia rano poszliśmy całą grupą zobaczyć krater. Nie było mgły i jezioro wyglądało imponująco. Stwierdziliśmy, że przejdziemy się jeszcze na najwyższy punkt na kraterze (3930 m n.p.m.) i dopiero potem wrócimy do Latacungi. Zdecydowanie warto było zostać tą jedną noc dłużej, żeby zobaczyć wulkan w całej okazałości.

Wulkan Quilotoa
Wulkan Quilotoa
Znajomi z wycieczki - Litwinka, Andrzej, Kathi (Niemcy), Marta, Benjamin (USA), Kolega w Poncho, Tim (Irlandia), Melanie (Australia), Adrien (Szwajcaria)
Znajomi z wycieczki – Litwinka, Andrzej, Kathi (Niemcy), Marta, Benjamin (USA), Kolega w Poncho, Tim (Irlandia), Melanie (Australia), Adrien (Szwajcaria)
Droga na szczyt
Droga na szczyt

Z Quilotoa wzięliśmy taksówkę do Zumbahua za 3 USD a stamtąd autobus do Latacungi.

Pies w Zumbauha
Pies w Zumbauha

Wulkan Cotopaxi

Niedaleko Latacungi jest bardzo znany wulkan Cotopaxi (5897 m n.p.m.), który jest jednym z bardziej aktywnych wulkanów na świecie. Do bram parku Cotopaxi dojechaliśmy autobusem za 1,5 USD. Potem, po długich negocjacjach, wsiedliśmy w taksówkę, która zawiozła nas do stóp wulkanu czyli do punktu, w którym zaczyna się śnieg (ok. 4500 m n.p.m.). Kosztowało nas to 25 USD/2os. Z tego miejsca można iść do schroniska które jest 300m wyżej (1,5h). Od 2015 r już nie jest możliwa wspinaczka na wulkan, ani nocleg w tym schronisku z uwagi na zwiększoną aktywność wulkanu. My nie weszliśmy do schroniska, tylko zatrzymaliśmy się na 15min na parkingu żeby zrobić kilka zdjęć.

Wulkan Cotopaxi widziany z naszego hostelu
Wulkan Cotopaxi widziany z naszego hostelu
Widok na wulkan z parku
Widok na wulkan z parku

 

Cotopaxi
Cotopaxi
Śnieg!
Śnieg!

W drodze powrotnej zobaczyliśmy lagunę i wróciliśmy do głównej szosy aby złapać autobus powrotny do Latacungi, skąd ruszyliśmy w podróż do Puerto Lopez nad morzem.

Reklamy

Jeden komentarz na temat “Quilotoa Loop i Wulkan Cotopaxi”

Zostaw komentarz/ Leave a Reply

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s