Cuenca, Vilcabamba i przejazd z Ekwadoru do Peru

Po pobycie w Puerto Lopez chcieliśmy się powoli kierować w stronę Peru. Przewodnik i Internet polecali, żeby zobaczyć miasto Cuenca, które rzekomo ma ładniejszą starówkę niż Quito. Wsiedliśmy więc w autobus do Guayaquil, gdzie się przesiedliśmy w busa jadącego do Cuenci.

Cuenca nam się nie podobała. Nie mieliśmy zbyt dobrej pogody, a hostel w którym się zatrzymaliśmy był dosyć straszny. Poznaliśmy tam natomiast Polaka Andrzeja, który z zawodu jest rentierem. Ma mnóstwo czasu i wystarczająco pieniędzy żeby podróżować po świecie. Ostatnie dwa miesiące spędził w Peru, a teraz planował zakotwiczyć trochę dłużej w Ekwadorze. Nic tylko pozazdrościć takiego trybu życia. Natomiast my odebraliśmy rentiera Andrzeja jako osobę znudzoną podróżowaniem i niezbyt zadowoloną ze swojej profesji. Spędził już w Cuence dwa tygodnie i planował następnego dnia jechać do Vilcabamby, tak samo jak my, więc postanowiliśmy pojechać tam razem.

Targ w Cuence
Targ w Cuence
Zupa z frytkami
Zupa z frytkami
Cuenca
Cuenca

Następnego dnia wsiedliśmy w autobus do miasta Loja (7,5 USD, 4,5 h), gdzie przesiedliśmy się w busa do Vilcabamby (1,3 USD, 1 h). Vilcabamba jest małym górskim miasteczkiem znanym z czystego powietrza i z długowieczności jego mieszkańców. Dlatego jest tu mnóstwo przyjezdnych z Europy i z krajów Ameryki Południowej. Jest też wielu turystów, więc ceny w hostelach są dosyć wygórowane. Z tego względu oraz przez to, że dawno już nie używaliśmy naszego namiotu zdecydowaliśmy się przenocować na kempingu Wilca Runi, co okazało się strzałem w dziesiątkę.

Autobus do Loja
Autobus do Loja

Byliśmy jedynymi gośćmi na polu namiotowym. Towarzyszył nam tylko zwariowany kot, który w nocy wykradł nam całą drożdżówkę. Zamiast zwiedzać okolicę, która oferuje ciekawe ścieżki trekkingowe, przesiedzieliśmy na kempingu dwa dni nic nie robiąc i ciesząc się z pierwszego naprawdę gorącego prysznica od czasów Gwatemali. Jak do tej pory właściciele hosteli inaczej niż my rozumieli co znaczy „agua caliente” (ciepła woda). Ciepła woda w ich rozumieniu to woda letnia lub zimna ;).

Nasz namiot
Nasz namiot
Dziki kot
Dziki kot
Andrzej z maczetą przygotowuje drewno na ognisko
Andrzej z maczetą przygotowuje drewno na ognisko

Nie pożegnaliśmy się z rentierem Andrzejem, który wsiąkł w swój domek letniskowy nieopodal naszego pola namiotowego i nie reagował na nasze nawoływania. Planował tu zostać kolejne dwa tygodnie, co wydało nam się dosyć dziwne, bo oprócz kilku ścieżek górskich nie ma tu zbyt wiele atrakcji.

Przejazd z Ekwadoru do Peru

Kolejnego dnia chcieliśmy się przedostać do Peru. Przejście graniczne w La Balzie jest mało uczęszczane, ale nie mieliśmy z nim żadnych problemów. Wiedzieliśmy, że ok. godziny 6:00 rano przez Vilcabambę miał przejeżdżać autobus z Lojy do Zumby, w której mieliśmy się przesiąść do przygranicznego miasteczka La Balza. Na przystanku byliśmy już o 5:40. Musieliśmy poczekać godzinę, aż w końcu przyjechał autobus, który ku naszemu zaskoczeniu jechał prosto do granicy (La Balza, 11 USD, 8 h). Mieliśmy półgodzinny postój w Zumbie, która wyglądała na opuszczone miasteczko, więc cieszyliśmy się, że nie rozbiliśmy przejazdu przez granicę na dwa dni z noclegiem w tej nieciekawej mieścinie.

Dworzec w Zumbie
Dworzec w Zumbie
Droga do granicy
Droga do granicy

Oprócz nas było dwóch innych pasażerów. Po drodze wsiadło kilkoro uczniów, żeby przejechać do kolejnej wioski, a tak to byliśmy jedynymi osobami, które dojechały autobusem aż do granicy.

Po stronie Ekwadorskiej dostaliśmy od urzędnika pieczątkę wyjazdową i kupiliśmy trochę peruwiańskich soli w sklepie obok. Przeszliśmy przez most, po którym biegały kury i zaczęliśmy szukać urzędu migracyjnego Peru. W końcu ktoś kogoś zawołał i przyszedł celnik, który specjalnie dla nas otworzył biuro. Zapomnieliśmy mu powiedzieć, że chcemy zostać w Peru na 90 dni, więc dostaliśmy pieczątkę z pozwoleniem pobytu na jedynie 30 dni, co było powodem naszego niezadowolenia i późniejszej sprzeczki. Nie ponieśliśmy żadnych opłat w związku z wyjazdem z Ekwadoru i wjazdem do Peru.

Przejście graniczne Ekwadoru z Peru
Przejście graniczne Ekwadoru z Peru
Most prowadzący do Peru
Most prowadzący do Peru

W Peru złapaliśmy taksówkę do San Ignacio (15 PEN/os, 2 h). Andrzej zaczął się targować o cenę dopiero po tym jak już pomógł kierowcy zapakować zwój plastikowego peszla o średnicy dwóch metrów oraz nasze plecaki. Nic dziwnego, że nie zbił nic z ceny. Razem z nami jechało jeszcze dwóch innych pasażerów, czyli w samochodzie był komplet. Po drodze zatrzymaliśmy się żeby wziąć jeszcze Panią z dziesięcioletnim dzieckiem. Dziecko usiadło na kolanach obcego Pana z przodu, a Pani dosiadła się do naszej trójki z tyłu. Było bardzo przytulnie. Po drodze kierowca przy wyprzedzaniu motocyklisty zahaczył o jego lusterko. Motocyklista gonił nas do samego San Ignacio, gdzie pogroził taksówkarzowi, że wezwie policję. I słusznie.

San Ignacio
San Ignacio

San Ignacio było dla nas miłą niespodzianką, oprócz tego że od 16:00 do rana odcięto prąd w całym mieście. Jest tam dużo ulic handlowych i opcji jedzeniowych co zawsze cieszy. Przy dworcu znaleźliśmy czysty i tani hostel, w którym przyjął nas 10-letni chłopiec. Tak sobie dobrze radził w tej pracy, łącznie z obsługą programu Excel, że byliśmy pozytywnie zaskoczeni. Na koniec tylko nam powiedział „ahora plata”, czyli teraz kasa.

 

 

Reklamy

Zostaw komentarz/ Leave a Reply

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s