Huaraz i Laguna 69 czyli pierwszy raz na wysokości 4650 m n.p.m.

Do Huaraz dotarliśmy składaną podróżą. Z San Ignacio przyjechaliśmy autobusem do Jaen za 10PEN (2h), potem za 30 PEN do Chiclayo 7h i tam mieliśmy nocleg. Następnego dnia za 25 PEN (3h) pojechaliśmy do Trujillo. Później taksówką za 8 PEN na nowy dworzec autobusowy za miastem, gdzie okazało się że jednak autobusy do Huaraz odjeżdżają tylko w nocy. A że nie chcieliśmy spędzić tu całego dnia, znaleźliśmy bus colectivo do Chimbote za 12 PEN (2h), a z tego miasta już było łatwo, bo z dworca dojechaliśmy już bez przystanków do Huaraz za 20 PEN (4,5h). Na miejscu byliśmy dopiero wieczorem, więc ten dzień poświęciliśmy na znalezienie hostelu i sklepu.

Ciekawą mieliśmy noc, bo Marta obudziła mnie ok. 2:00 z informacją „Ej, ktoś się dobija do naszego pokoju”. Pukającym okazał się gość, który chciał sprawdzić lejącą się spłuczkę. O 8:00 rano przyszedł inny pan i chyba przez 2h kończył naprawę. W tym czasie udało mi się znaleźć inny hostel, który posiadał namiastkę kuchni i z pewnym opóźnieniem się przenieśliśmy. Resztę dnia spędziliśmy na poznaniu miasta, odwiedzeniu informacji turystycznej iPeru i tej w Casa de Guias (dom przewodników) oraz sprawdzeniu kosztów oferowanych wycieczek w okolicy. Huaraz znajduje się niedaleko górskich archipelagów Cordillera Blanca oraz Negra. Pierwsza z nich „biała” jest nieco wyższa i z większą ilością szczytów i przełęczy pokrytych śniegiem. Druga, „czarna” jest niższa. Obydwie leżą we wschodniej części Andów.

Huaraz jest ciekawym miastem z dużą ilością dobrych i tanich opcji jedzeniowych. Jest też plac targowy, na którym sprzedają m.in. lokalny specjał – świnki morskie.

Świnki
Świnki wylegują się na pleckach
Kozy
Kozy
Czarna kukurydza
Czarna kukurydza (Maiz morado)
Początkowo chcieliśmy skosztować świnek, ale gdy zobaczyliśmy jak żywe są trzymane w workach na placu targowym, to trochę nam odebrało apetyt. Jednak raz zamawiając almuerzo (obiad) na drugie danie można było wybrać „Pollo punto cuy„, czyli w dosłownym tłumaczeniu „Kurczak punkt świnka morska”. To danie wyglądało tak:

Pollo punto cuy
Pollo punto cuy
Mięso było trochę twarde, kości jakieś inne i byłem przekonany, że to jest właśnie świnka morska. Marta z samego wyglądu od razu stwierdziła, że bankowo jest to kurczak i tak faktycznie było. Nie ma to jak siła sugestii.

W mieście był duży ruch, kierowcy trąbili zawsze i wszędzie bez żadnego powodu, a do jednego z banków zawsze ustawiała się bardzo długa kolejka miejscowych.

Kolejka do banku
Kolejka do banku
Kolejnego dnia wybraliśmy się zobaczyć Lagunę 69, która znajduje się na wysokości 4650 m n.pm. Pojechaliśmy tam bardziej w ramach aklimatyzacji oraz przygotowania do ciekawszych wysokogórskich wyjść, ale wycieczka sama w sobie była świetna.  Do tego zapłaciliśmy za nią jedynie po 30 PEN, co według nas było bardzo rozsądną ceną. W porównaniu z wyjazdem na własną rękę koszt jest podobny, a nie musieliśmy się martwić tym, że np. autobus powrotny nie przyjedzie. Cena nie obejmuje biletu za jednodniowe wejście do parku, które kosztuje 10 PEN. Jeśli natomiast ktoś planuje wybrać się później na inne wyjścia w góry, w tym trek Santa Cruz lub na inną wycieczkę na przynajmniej 1 noc to warto od razu kupić bilet 21 dniowy (60 PEN).

Po drodze zrobiliśmy sobie zdjęcia przy innym jeziorze (to nie jest Laguna 69)
Po drodze zrobiliśmy sobie zdjęcia przy innym jeziorze (to nie jest Laguna 69)
Żeby zobaczyć Lagunę 69 musieliśmy przejść ok. 16 km (w obie strony). Wysokość do pokonania była spora (700m) i to dość stromą ścieżką, szczególnie pod koniec. Widoki po drodze oraz samego jeziora na szczycie rekompensują trudny marsz, który wymagał częstych przystanków na złapanie oddechu.

Widoki w drodze
Widoki w drodze
Wodospad
Wodospad
Skały wydawały nam się podobne do tych w Torres del Paine
Skały wydawały nam się podobne do tych w Torres del Paine
Ładny widok
Ładny widok
Posililiśmy się bananito - małym bananem, który jest trochę słodszy i ma bardziej skondensowany smak niż te "normalne" banany
Posililiśmy się bananito – małym bananem, który jest trochę słodszy i ma bardziej skondensowany smak niż te „normalne” banany
Po ok. trzech godzinach dotarliśmy nad szmaragdową Lagunę 69.

Laguna 69
Laguna 69
Krzywe zdjęcie z samowyzwalacza
Krzywe zdjęcie z samowyzwalacza
Niektórzy próbowali się wykąpać

Jeśli komuś będzie zbyt ciepło zawsze może się wykąpać w tej lodowatej wodzie. Widzieliśmy 3 dziewczyny topless, które chciały to zrobić, ale tylko jedna odważyła się wejść, ale zaraz wyskoczyła jak poparzona.

Droga powrotna
Droga powrotna
W autobusie powrotnym trochę bolała nas głowa i prawdopodobnie było to objawem choroby wysokościowej. Towarzystwo było głównie amerykańskie, a co za tym idzie głośne, a prowadzone rozmowy raczej głupie.

Do miasta wróciliśmy ok. 18:00 w strugach deszczu, ale kurczak z różna poprawił nam humor po męczącej podróży. Polecamy tę wycieczkę – dystans nie jest zbyt duży, pod koniec trzeba pokonać dosyć stromy odcinek, ale satysfakcja ze zdobycia wysokości jest duża.

O czterodniowym treku Santa Cruz będzie w następnym poście.

Reklamy

Jeden komentarz na temat “Huaraz i Laguna 69 czyli pierwszy raz na wysokości 4650 m n.p.m.”

Zostaw komentarz/ Leave a Reply

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s